Ta galeria zawiera 1 zdjęcie.
Nie płacz po Mnie, Matko Ikonę podarowałam moim przyjaciółkom, ponieważ okazało się, że akurat gdy powstawała one były na wystawie …
21 środa mar 2018
Posted in Ikony
Ta galeria zawiera 1 zdjęcie.
Nie płacz po Mnie, Matko Ikonę podarowałam moim przyjaciółkom, ponieważ okazało się, że akurat gdy powstawała one były na wystawie …
19 poniedziałek mar 2018
Posted in Słowa inne
Za nami piąta niedziela Wielkiego Postu. Zasłoniliśmy krzyże, ponieważ wydarzenie Męki Chrystusa dopiero przed nami. Zasłonięte krzyże w kościołach (ale również w domach) mają nas przebudzić, zwrócić naszą uwagę na to, że dzieje się coś ważnego, że do wydarzeń Wielkiej Nocy już naprawdę niedaleko. Jeśli nasz wzrok przyzwyczaił się do widoku krzyża z postacią Chrystusa, to teraz tego Chrystusa nie widać, został odebrany naszym oczom i będzie przywrócony dopiero podczas Wielkopiątkowej Liturgii Męki Pańskiej. Wtedy, kiedy już przejdziemy wraz z Nim drogę na Golgotę i będziemy świadkami Jego ukrzyżowania. Dopiero wtedy, gdy zostanie ukrzyżowany, odsłonimy krzyże, żeby zobaczyć na nich naszego Pana. Do tego czasu mamy za Nim zatęsknić. Ten brak ma nami wstrząsnąć.
Jeśli od Środy Popielcowej nie udało nam się zbliżyć do Boga, do czego okazją jest Wielki Post, to właśnie jest na to ostatni dzwonek. Kaznodzieje zachęcają do podjęcia pracy nad sobą, do zrobienia rachunku sumienia, do przystąpienia do spowiedzi, do podjęcia jakichś wyrzeczeń, dzieł miłosierdzia… Słyszałam ostatnio kazanie, w którym ksiądz przypominał przedsoborowe rozumienie Wielkiego Postu i jego podział na czas pokutny i czas pasyjny, oba rozdzielone właśnie piątą niedzielą. Część pierwsza, pokutna, miałaby być czasem, w którym zwracamy nasze oczy na nas samych, po to, by rozeznać co jest w naszym życiu poplątane i grzeszne. Część druga dopiero, wraz z zasłonięciem krzyży miałaby nas wprowadzać w rozważanie samej już Męki Pańskiej. To wszystko jest cenne i ważne, ale czasem mam wrażenie, że jest zachęcaniem, czy może nawet przymuszaniem do podejmowania czynów, których sensu nie rozumiemy. I pewnie właśnie dlatego, tak trudno przychodzi nam te „wielkopostne ćwiczenia” realizować.
Może więc najpierw spróbować zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi? Po co to wszystko? Dlaczego powinniśmy pościć (post to nie tylko ograniczenie jedzenia)? Dlaczego Kościół zachęca nas do wzmożonej modlitwy? Dlaczego poucza, by dawać jałmużnę (szkoda, że rzadko mówi się o tym, że modlitwa bez jałmużny to czasami puste słowa)?
Nie udzielam odpowiedzi. Zachęcam raczej do tego, by je samodzielnie odnaleźć. Jest jeszcze trochę wielkopostnego czasu. Polecam do tych poszukiwań towarzystwo proroka Izajasza. Zwłaszcza jego bardzo znane słowa:
«Drogę dla Pana
przygotujcie na pustyni,
wyrównajcie na pustkowiu
gościniec naszemu Bogu!
Niech się podniosą wszystkie doliny,
a wszystkie góry i wzgórza obniżą;
równiną niechaj się staną urwiska,
a strome zbocza niziną gładką.
Wtedy się chwała Pańska objawi,
razem ją wszelkie ciało zobaczy,
bo usta Pańskie to powiedziały». (Iz 40, 3 -5)

Na czym miałoby polegać to wyrównywanie gościńców?
Ano na tym, żeby z nich wszystko uprzątnąć. Wszystkie nasze wysiłki, postanowienia, których nie potrafimy zrealizować, obietnice, których nie jesteśmy w stanie dotrzymać. Całe to nasze napinanie się, by być innymi niż jesteśmy, bo dopiero wtedy będziemy mogli podobać się Bogu, bo dopiero wtedy będzie z nas zadowolony.
Spróbuj inaczej. Odpuść sobie własne wysiłki, nie rób wyszukanych postanowień poprawy, w ogóle niczego Bogu nie obiecuj. Przygotuj drogę dla Pana. Niech będzie pusta i prosta, żeby mógł do ciebie łatwo przyjść. Żeby nie musiał się przebijać przez to wszystko, co ty sam próbujesz ze swoim życiem zrobić. Po prostu przyjdź do Niego, siądź i pozwól Mu zrobić z twoim życiem, co zechce.
Może wtedy zrozumiesz dlaczego niektórzy na 40 dni przed Wielką Nocą życzą sobie wzajemnie radosnego Wielkiego Postu.
16 piątek mar 2018
Posted in Ikony

Ikona Matki Bożej Jarosławskiej. Pierwsza, jaką kiedykolwiek namalowałam. Nazywam ją pieszczotliwie Matką Boża Kozuchą – z przyczyn oczywistych … 😉
16 piątek mar 2018
Posted in O mnie
Są takie słowa, które bardzo dobrze mnie opisują. To są słowa litanii pokory Tomasza a Kempis. Ta litania opisuje mnie tak dobrze, ponieważ ukazuje całą moją małość. Lubię wypowiadać te słowa, bo one pozwalają mi złożyć całą ufność w Bogu. Ja sama … cóż, grzesznica, jedną nogą w niebie 🙂
O, Jezu cichy i pokornego serca, wysłuchaj mnie.
Wyzwól mnie, Jezu z pragnienia aby być cenionym,
z pragnienia aby być lubianym,
z pragnienia aby być wysławianym,
z pragnienia aby być chwalonym,
z pragnienia aby wybrano mnie przed innymi,
z pragnienia aby zasięgano mojej rady,
z pragnienia aby być uznanym,
ze strachu przed poniżeniem,
ze strachu przed wzgardą,
ze strachu przed skarceniem.
ze strachu przed zapomnieniem,
ze strachu przed wyśmianiem,
ze strachu przed skrzywdzeniem,
ze strachu przed podejrzeniem.
I także Jezu, daruj mi te łaskę bym pragnął…
aby inni byli więcej kochani niż ja,
aby inni byli wyżej cenieni ode mnie,
aby w oczach świata inni wygrywali, a ja bym przegrywał,
aby inni byli wybierani, a ja bym był pozostawiony,
aby inni byli chwaleni a ja bym był niezauważony,
aby inni byli we wszystkim uznani za lepszych ode mnie,
aby inni mogli stać się świętszymi ode mnie,
o ile tylko ja będę tak święty jak powinienem,
Amen.
07 środa mar 2018
Posted in Po-Słowie
Wtedy przyszedł Jezus z Galilei nad Jordan do Jana, żeby przyjąć chrzest od niego. Lecz Jan powstrzymywał Go, mówiąc: «To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?» Jezus mu odpowiedział: «Pozwól teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe». Wtedy Mu ustąpił. A gdy Jezus został ochrzczony, natychmiast wyszedł z wody. A oto otworzyły Mu się niebiosa i ujrzał Ducha Bożego zstępującego jak gołębicę i przychodzącego na Niego. A głos z nieba mówił: «Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie».
Wtedy Duch wyprowadził Jezusa na pustynię, aby był kuszony przez diabła. A gdy przepościł czterdzieści dni i czterdzieści nocy, odczuł w końcu głód. Wtedy przystąpił kusiciel i rzekł do Niego: «Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz, żeby te kamienie stały się chlebem». Lecz On mu odparł: «Napisane jest: Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych».
Wtedy wziął Go diabeł do Miasta Świętego, postawił na narożniku świątyni i rzekł Mu: «Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół, jest przecież napisane: Aniołom swoim rozkaże o tobie, a na rękach nosić cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień». Odrzekł mu Jezus: «Ale jest napisane także: Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego».
Jeszcze raz wziął Go diabeł na bardzo wysoką górę, pokazał Mu wszystkie królestwa świata oraz ich przepych i rzekł do Niego: «Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon». Na to odrzekł mu Jezus: «Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz». Wtedy opuścił Go diabeł, a oto aniołowie przystąpili i usługiwali Mu. (Mt 3, 13 – 4, 11)
To fragment z Ewangelii Mateusza, który w liturgii czytany jest zwykle w dwóch oddzielnych odsłonach – osobno wspomnienie o chrzcie Jezusa w Jordanie i osobno historię o kuszeniu na pustyni. Gdyby je jednak przeczytać jako całość, tak, jak po sobie u Mateusza następują, rodzi się pewna myśl.
Podczas chrztu Jezusa w Jordanie wydarzyło się coś ważnego. Coś, co Jezusem wstrząsnęło, coś z czym musiał się zmierzyć, poukładać to sobie. Usłyszał tam słowa: „Ten jest mój Syn umiłowany”.
Syn? Syn Boga?
Musiał z tym wyjść na pustynię, gdzieś, gdzie będzie mógł być sam, gdzieś, gdzie będzie mógł spokojnie pomyśleć, zmierzyć się z tym, co usłyszał, poukładać to sobie. Syn Boga?
Zajęło Mu to 40 dni. Czyli długo. Tyle, ile było trzeba. Może niekoniecznie 40 dni – wiadomo, liczba symboliczna. 40 lat szli Izraelici przez pustynię po ucieczce z Egiptu, żeby przed wejściem do ziemi obiecanej zdążyło wymrzeć całe pokolenie. Do nowej ziemi miał wejść nowy lud, odnowiony, stary musiał umrzeć. Jezus jest sam przez 40 dni – czyli tyle, ile potrzebuje, żeby uwierzyć temu, co usłyszał.
Potem wkracza diabeł. Jeszcze próbuje coś ugrać. „Jeśli jesteś Synem Bożym…”. Uderza w najsłabszy punkt. Dokładnie tam, gdzie przed chwilą kłębiły się wątpliwości, jeszcze zresztą nie całkiem rozwiane.
– Naprawdę? Jesteś Synem Bożym? Nieee, no, proszę… Synem Bożym?
To jest pokusa skierowana do tożsamości. Jeśli okaże się skuteczna, zniweczy wszystko, cały plan zbawienia, wszelkie nadzieje na przetarcie na nowo szlaku do nieba. Szlaku, który nigdy nie będzie szerokim traktem, ale jednak będzie. Ot, taka ścieżka na szerokość belki, jednej belki krzyża.
– Jesteś Synem Bożym? Zatem rzuć się w dół! Przecież jest napisane, że aniołom swym rozkaże, aby Cię na rękach nosili. No, dalej, rzuć się!
– Nie muszę. Odejdź. Ja już wiem, kim jestem.
A ty kim jesteś?
Dzieckiem Bożym? Nieee, no naprawdę?