Dokument „Edukacja seksualna. Odpowiedzialność rodziców” podany do publicznej wiadomości przez Radę Stałą Konferencji Episkopatu Polski odleżał we mnie tydzień, ale mimo to, nie znalazłam ani w sobie ani w mediach odpowiedzi na pytania, które powstały w mojej głowie mnie po lekturze tego dokumentu. Dlatego postawię je publicznie, może ktoś mi udzieli racjonalnej odpowiedzi.

 

Rada Stała KEP pisze:

„W ostatnich miesiącach nasilają się zagrożenia dla dobra dzieci wynikające z wprowadzania do szkół zajęć ingerujących w sposób niewłaściwy w sferę jego seksualności i rozwoju psychoseksualnego. W niektórych miejscach w Polsce permisywna edukacja seksualna będzie organizowana przez samorządy od 1 września.”

Moje pytania:

Co to znaczy, że nasilają się zagrożenia? Czemu ma służyć tak sformułowana ocena sytuacji i na jakiej konkretnie podstawie została wysnuta?

Co to znaczy, że wprowadzane do szkół zajęcia z edukacji seksualnej ingerują w sposób niewłaściwy w sferę seksualności i rozwoju psychoseksualnego dziecka? Na czym polega ta niewłaściwość? Co konkretnie jest zagrożeniem dla dzieci? Kto dokonał takiej oceny (chodzi mi o wykształcenie i doświadczenie zawodowe tych osób)?

Chciałabym poznać konkretne przykłady. W której szkole na zajęciach z edukacji seksualnej powiedziano dzieciom coś, co im zaszkodziło i co takiego im tam powiedziano?

Czy Komisja Wychowania Katolickiego KEP nie myślała, aby włączyć się do opracowania integralnego programu edukacji seksualnej dla dzieci i młodzieży, który mógłby być realizowany w szkołach publicznych? Integralnego programu, który najpierw należałoby wypracować wewnątrz samego Kościoła polskiego (przy udziale kompetentnych reprezentantów różnych środowisk kościelnych z lewa i prawa, nie tylko żyjących w celibacie teologów moralnych wychowanych na św. Augustynie i św. Tomaszu z Akwinu). Programu, który mógłby być konsultowany z innymi, tzn. pozakościelnymi środowiskami, a również organami administracji odpowiedzialnymi w Polsce za programy nauczania w szkołach publicznych?

Czy może nauczanie Kościoła katolickiego w sprawach seksualności jest tak odległe od wiedzy i doświadczenia współczesnego człowieka, że nie ma szans na wspólne wypracowanie takiego programu nauczania?

Czy nie jest tak, że w stosunku do katolickiej nauki o seksualności człowieka każda współczesna edukacja seksualna jest permisywna?

 

Rada Stała KEP pisze:

„Konstytucja gwarantuje rodzicom prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami (art. 48 ust. 1 i 53 ust. 1), a Prawo oświatowe jasno potwierdza, że szkoła wspomaga wychowawczą rolę rodziny (art. 1 pkt 2).”

Moje pytania:

Czy Rada Stała KEP bierze pod uwagę, że w szkołach publicznych uczą się nie tylko katolickie dzieci?

Czy polski Kościół nie myśli o rozwinięciu sieci szkół katolickich?

W takich szkołach  – w obawie przed ewentualną deprawacją – po prostu nie byłoby żadnego nauczania o seksualności człowieka (ewentualnie byłoby coś o drzewie w raju i jabłku, które zerwała Ewa. Swoją drogą, z tego biblijnego opowiadania nie wynika wcale, że grzech pierworodny miał cokolwiek wspólnego z seksem). Rodzice zainteresowani wychowaniem swoich dzieci w takim systemie oświatowym, mogliby posyłać wówczas dzieci do szkół katolickich. Zweryfikowałoby to, przy okazji, społeczną akceptację dla oburzonego głosu przedstawicieli polskiego Kościoła.

 

Rada Stała KEP kilkukrotnie używa w wydanym dokumencie określeń „deprawacja” i „demoralizacja”.

Moje pytania:

Co dokładnie rozumie Rada Stała KEP pod pojęciami „deprawacja” i „demoralizacja” używanymi w kontekście przygotowywania do wprowadzenia w szkołach zajęć z edukacji seksualnej?

Jakie informacje z zakresu edukacji seksualnej podawane dzieciom, są – zdaniem KEP – deprawujące i demoralizujące?

Czego – zdaniem KEP – nie wolno mówić dzieciom i młodzieży na temat seksualności człowieka – w poszczególnych przedziałach wiekowych?

 

Komunikat Rady Biskupów Diecezjalnych KEP z 27 sierpnia 2019 roku, poświęcony częściowo temu samemu tematowi, stwierdza:

„Z tej racji, że wdrażanie edukacji seksualnej ma być oparte na standardach WHO, uwzględniających etapy 0-4, 4-6, 6-9, 9-12, 12-15, 15 i więcej lat, wskazania zawarte w wyżej wymienionym dokumencie Rady Stałej KEP odnoszą się do każdego etapu i formy edukacji. Stąd rodzice, chcąc uchronić swe dzieci przed deprawacją, mogą składać specjalne oświadczenia w przedszkolach oraz innych placówkach wychowawczych”.

Moje pytania:

Który z polskich biskupów czytał dokument „Standardy edukacji seksualnej w Europie”?

Pytanie do tych, którzy czytali: co konkretnie w tym dokumencie grozi deprawacją i demoralizacją dzieci i młodzieży?

 

Postawię jeszcze jedno pytanie. Może ktoś dysponuje wiarygodnymi danymi w tym zakresie:

Czy dzieci i młodzież, które mają za sobą lekcje z zakresu wychowania seksualnego, częściej czy też rzadziej stają się ofiarami i sprawcami przemocy seksualnej, w tym również ofiarami i sprawcami przestępstw o charakterze pedofilskim?