Ta galeria zawiera 1 zdjęcie.
Święta Agnieszka – można powiedzieć, że ikonografia uszanowała jej wyjątkowość. Jest przedstawiana w złotych szatach, chociaż to męczennica, a te …
29 czwartek lis 2018
Posted in Ikony
Ta galeria zawiera 1 zdjęcie.
Święta Agnieszka – można powiedzieć, że ikonografia uszanowała jej wyjątkowość. Jest przedstawiana w złotych szatach, chociaż to męczennica, a te …
20 wtorek lis 2018
Posted in Słowa inne

Pierwszy piątek Wielkiego Postu będzie odtąd dniem modlitwy wynagradzającej oraz postu we wszystkich naszych diecezjach – ogłosili wczoraj polscy biskupi. Podczas zebrania plenarnego Konferencji Episkopatu Polski biskupi przyjęli i opublikowali stanowisko w sprawie nadużyć seksualnych wobec nieletnich, których dopuścili się polscy duchowni.
Komunikat utrzymany jest w tonie podobnym do wypowiedzi papieskich oraz słów padających z ust biskupów w innych krajach. Duży nacisk kładzie się w nim na to, że grzech jednego członka Kościoła rani całą wspólnotę. Z tej właśnie teologicznej zasady wynika wezwanie skierowane do całej wspólnoty polskiego Kościoła – wiernych świeckich, kapłanów, osób konsekrowanych oraz członków zakonów kontemplacyjnych – wezwanie do wzmożonej modlitwy i pokuty w intencji ofiar wykorzystania seksualnego i ich rodzin. Modlitwą mamy też ogarniać osoby duchowne żyjące niemoralnie i wyrządzające krzywdę dzieciom i młodzieży, a także ludzi, których gorszące czyny księży głęboko ranią (por. Komunikat KEP). Modlimy się za innych, a inni modlą się za nas. Takie rozumienie Kościoła jest zgodne z teologią Pawłową, rozwijaną również przez Ojców Kościoła w pierwszych wiekach chrześcijaństwa (m.in. przez Cyryla z Aleksandrii) i będącą w Kościele żywą do dzisiaj: wszyscy (jako Kościół) jesteśmy w Chrystusie jednym Ciałem. „Tak więc, gdy cierpi jeden członek, współcierpią wszystkie inne członki; podobnie gdy jednemu członkowi okazywane jest poszanowanie, współweselą się wszystkie członki”. (1 Kor, 26) Wzywanie do postu i modlitwy za grzechy naszych braci w Kościele nie powinno więc nikogo dziwić, więcej – powinniśmy się nim szczerze przejąć i modlitwę oraz post podjąć.
W dokumencie KEP znalazło się też PRZEPRASZAM polskiego Episkopatu skierowane do ofiar nadużyć oraz ich rodzin. To ważne słowa i dobrze, że padły.
Są natomiast w komunikacie KEP dwie rzeczy, które dziwią.
Pierwsza z nich, to stwierdzenie, że „aby dobrze rozpoznać przyczyny tych czynów (pedofilii) i ocenić ich skalę, rozpoczęliśmy zbieranie potrzebnych danych”.
Dopiero teraz? Problem jest znany w Kościele od wielu lat. Osiem lat temu (2010) Papież Benedykt XVI wystosował pamiętny List pasterski do katolików w Irlandii, z którego zresztą polscy biskupi (prawie) dokładnie cytują jeden fragment. Dwa lata temu oglądaliśmy na ekranach kin film „Spotlight” opowiadający na sposób sfabularyzowany o aferze pedofilskiej w kościele diecezji bostońskiej (USA), aferze z lat 70-tych XX wieku. Mieliśmy też rodzimą produkcję – „Kler” (2018). Latem tego roku (2018) poznaliśmy raport na temat pedofilii wśród duchownych w Stanach Zjednoczonych – dokument, który powstawał przez półtora roku. Po drodze był też List do Ludu Bożego Papieża Franciszka (2018) i liczne artykuły prasowe i materiały dziennikarskie, które pojawiają się z różną częstotliwością od kilku lat. Naprawdę Episkopat Polski dopiero rozpoczyna zbieranie danych, które mogłyby pozwolić określić przyczyny i skalę przestępstw seksualnych popełnionych na nieletnich przez osoby duchowne, osoby konsekrowane i świeckich pracowników kościelnych? Dlaczego tak późno?
Druga rzecz, która w komunikacie KEP dziwi to pominięcie jednego zdania w cytacie zaczerpniętym z Listu Benedykta XVI do Irlandczyków. Polscy biskupi posiłkują się cytatem z papieża Benedykta, kiedy zwracają się do sprawców przestępstw pedofilskich. Papież w ostrych słowach zarzuca sprawcom, że zdradzili młodych ludzi i ich rodziny oraz wzywa sprawców do podjęcia rachunku sumienia, mówi, że sami utracili szacunek w społeczności, a także okryli wstydem i hańbą swoich współbraci.
Ten fragment Listu do Irlandczyków niemal dosłownie pojawia się w dokumencie KEP w punkcie piątym zatytułowanym „Słowo do sprawców”. Niemal dosłownie – zabrakło w nim bowiem jednego zdania. Tego, w którym Benedykt XVI zwraca się do przestępców seksualnych na nieletnich tymi słowami: Musicie za to odpowiedzieć przed Bogiem wszechmogącym, a także przed odpowiednio powołanymi do tego sądami.
Dlaczego pominięto to zdanie w polskim dokumencie?
15 czwartek lis 2018
Posted in Słowa inne

Mały Staś ciągnie pana Henryka za rękaw swetra.
– Dziadku, dziadku! – woła. – To kakao jest za gorące!
– Chodź, podmuchamy obaj, to od razu zrobi się w sam raz do picia – mówi pan Henryk sadowiąc się obok wnuka na kuchennym stołku.
Po chwili dmuchają razem nad kubkiem z parującym czekoladowym napojem. Kubek jest duży, nowy, Staś samodzielnie malował go w przedszkolu na biało-czerwono. Żeby był gotowy na święto, na setną rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości. Wszystkie dzieci w przedszkolu przygotowywały coś na święto.
– Beka zrobiła z bibuły biało-czerwony łańcuch. A Andrij pomalował jedną rękę na biało a drugą na czerwono i na taaaakiej wielkiej kartce odbijał swoje ręce! – opowiada z entuzjazmem Staś.
Beka przyjechała z Syrii, bo tam jest wojna. Razem z mamą i starszym bratem zamieszkali na osiedlu, tuż obok starego warzywniaka. Pani Maria, która prowadzi ten warzywniak od zawsze, powiedziała mamie Beki, że może przychodzić codziennie przed zamknięciem, to Pani Maria da jej trochę warzyw i owoców, z tych, co to się nie sprzedały. Pani Maria zawsze ma we włosach kolorową apaszkę, wpłata ją jakimś tajemniczym pokręconym sposobem w swoje długie siwe loki. Im bardziej kolorowa jest apaszka, tym bardziej Pani Marii się podoba. Teraz nosi z dumą syryjską, bo mama Beki dała jej jedną ze swoich.
Kakao ostygło już na tyle pod podmuchami Stasia i pana Henryka, że dało się w końcu wypić. Staś otarł rękawem bluzy mleczne wąsy pod nosem, po czym pobiegł do przedpokoju, żeby nałożyć buty. Słabo sobie jeszcze radzi ze sznurówkami, więc mama kupiła mu buty zapinane na rzepy i teraz Staś jest dumny, że zakłada swoje buty sam i to najszybciej ze wszystkich dzieciaków w przedszkolnej grupie.
– Idziemy? – oparł ręce na biodrach i wymownie spojrzał w stronę pana Henryka.
– Ależ oczywiście, Stasiu! – pan Henryk podniósł się z kuchennego stołka. – Pogodę mamy dzisiaj jak na zamówienie! Piękne listopadowe słońce.
Z salonu wychyliła się mama Stasia.
– Nie zapomniałeś o czymś? – zwróciła się do syna.
– Oooo, tak, moja flaga! – zawołał uradowany Staś wyjmując z ręki matki małą chorągiewkę w barwach narodowych.
– Wszyscy gotowi? – włączył się do rozmowy Szymon, tata Stasia.
Odpowiedział mu zgodny chór:
– Taaaaaak!!!
– Zatem na marsz ! – zakomenderował, a wszyscy posłusznie wytoczyli się na klatkę schodową.
Na ulicy włączyli się w tłum ciągnący w jednym kierunku. Wszyscy zmierzali na główny plac miasta, na którym zaplanowano uroczyste przemówienia, defiladę wojskową, a potem piknik z gorącą grochówką. Na rogu Pilskiej i Małej rozlokowała się kapela rockowa. „Janek Wiśniewski padł…”
ryczał do mikrofonu czarnowłosy wokalista, a bębniarz tłukł w gary z całych sił, jakby próbował go zagłuszyć.
Dwie ulice dalej, na skwerze, leży fragment wraku samolotu, przed nim palą się znicze, ludzie podchodzą, kładą kwiaty, pochylają głowy, zatrzymują się ze czcią, po czym idą dalej.
Przed budynkiem teatru rozłożyła się orkiestra wojskowa. Grają rotę. Dzieci biegają pomiędzy mundurowymi wymachując biało-czerwonymi chorągiewkami. Słońce przygrzewa. Dochodzi południe.
Wtem bicie dzwonów pobliskiej katedry oznajmia, że jest dwunasta. Wszyscy zatrzymują się tam, gdzie właśnie są i odśpiewują wspólnie hymn narodowy. „Jeszcze Polska nie zginęła…” wydobywa się z tysięcy gardeł. Mury pobliskich kamienic drżą od tego dźwięku. Nawet dzieci przestały ganiać i zatrzymały się u boku swoich rodziców. Gdzieś w tłumie mignęła Beka ze swoją mamą. W oddali powiewa tęczowa flaga. Obok kina grupa młodych chłopaków z wygolonymi głowami stoi na baczność i ryczy chyba najgłośniej ze wszystkich „póki my żyjemy!”. W rękach trzymają niebieskie proporce, każdy z dwunastoma złotymi gwiazdkami.
Na podwyższeniu sceny ustawionej przy pomniku powstańców warszawskich stoją obok siebie prezydenci: Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski, Bronisław Komorowski, Andrzej Duda. Obok nich większość premierów, którzy pełnili ten urząd po 1989 roku, nie wszyscy, bo niektórzy już nie żyją. Stoją wśród biało-czerwonych sztandarów.
Gromkie brawa rozbrzmiały po odśpiewaniu hymnu. Polacy bili brawo sobie i swojej Ojczyźnie.
– Chodź Stasiu, pójdziemy teraz do kościoła – powiedziała mama Stasia, ujmując chłopaka za rękę.
– Ale wrócimy jeszcze na piknik, mamo? – woła radośnie Staś.
– Wrócimy, wrócimy, synku. Wieczorem będą tańce, więc sama chętnie przyjdę – uśmiecha się rzucając zalotne spojrzenie w kierunku męża.
W kościele za ołtarzem koncelebrują wspólnie trzej biskupi: jeden z białą stułą, drugi w bogato zdobionej miskowatej mitrze, którą u góry wieńczy ikona i trzeci w mitrze w kształcie stożka, pokrytej jedwabiem i tkanej złotą nicią. Kiedy wspólnie konsekrują Ciało Pańskie, wszyscy w kościele przyklękają. Pan Henryk czuje ból w lewym ramieniu. „Oj, przewiało dziadka” – mruczy pod nosem. Ramię boli, ale inaczej niż od przewiania, raczej tak, jakby je ktoś szarpał.
– Henryk, na litość Boską! Wstawajże, ileż można spać! – pani Jadwiga poszturchuje męża w lewe ramię. – Kakao ci przygotowałam do śniadania.
06 wtorek lis 2018
Posted in Po-Słowie

Dziś w liturgii dwa ważne teksty. Starochrześcijańska pieśń wprowadzona przez św. Pawła do listu do Filipian – słynny hymn o kenozie Boga w osobie Jezusa. (Flp 2,5-11) Kenosis – ogołocenie. Jeśli patrzymy na krzyż, to widzimy na nim ogołocenie już nie tylko w przenośni, ale i w realu. Nagi jest. Jaki jest nasz Bóg każdy widzi. Czy na pewno?
Drugi dzisiejszy tekst może nam co nieco podpowiedzieć. Jaki ten nasz Bóg jest.
Przygotował ucztę, zaprasza na nią wielu, czyli wszystkich. W pierwszej kolejności zwraca się do tych, których zna i uważa za przyjaciół. Ale oni się wymigują, nie chcą przyjść. Widać nie tacy z nich przyjaciele, jak myślał. (Łk 14,15-24). Wtedy się wścieka. Normalne. Wykosztowałeś się, napracowałeś się, zaangażowałeś wiele osób do pomocy, cieszyłeś się na myśl o spotkaniu z bliskimi ci ludźmi, a twoim podobno-przyjaciołom się nie chce. Dalej już nie jest normalnie. Bo kto z nas wystawiony do wiatru przez najbliższych zwróciłby się do obcych, innych, którzy na co dzień pozostają poza orbitą naszych relacji? Zaprosiłby do domu pierwszych lepszych napotkanych na ulicy? Jasne, kultura się zmieniła. Nasze czasy różnią się od tych biblijnych. Ale uwaga. Także wtedy, dwa tysiące lat temu, pomysł zapraszania do domu włóczęgów, żebraków, chorych i innych społecznych wyrzutków był niedorzeczny.
Jaka więc jest właściwie wymowa tego tekstu? Jakiego Boga w nim spotykamy?
Ja spotykam takiego, który się poniża, zupełnie odsłania, ogałaca, który ignoruje społeczne konwenanse i nie boi się spotkania z drugim człowiekiem. Nie brzydzi się, nawet, jeśli ten drugi jest bezdomny, jakoś fizycznie niedoskonały, niedomyty, a może i nie całkiem trzeźwy. Spotykam takiego Boga, który nie zatrzymuje człowieka w progu, żeby zapytać, czy chodził co niedzielę do kościoła, nie pyta, czy sypiał z kimś innym niż własna żona, nie pyta, czy kiedyś ukradł bułkę, nie pyta, czy chodził na filmy Smarzowskiego, nie pyta nawet, czy zdarzyło mu się wątpić w Jego istnienie. Przyjmuje każdego, jeśli tylko chce przyjść.
Nie spotkałam zbyt wielu ludzi, którzy potrafiliby podobnie.
Ps.
Żeby nie było – nie namawiam do niechodzenia do kościoła, sypiania z kim popadnie i łamania innych przykazań. Ufam, że to jest jasne.