Dziś w liturgii dwa ważne teksty. Starochrześcijańska pieśń wprowadzona przez św. Pawła do listu do Filipian – słynny hymn o kenozie Boga w osobie Jezusa. (Flp 2,5-11) Kenosis – ogołocenie. Jeśli patrzymy na krzyż, to  widzimy na nim ogołocenie już nie tylko w przenośni, ale i w realu. Nagi jest. Jaki jest nasz Bóg każdy widzi. Czy na pewno?

Drugi dzisiejszy tekst może nam co nieco podpowiedzieć. Jaki ten nasz Bóg jest.

Przygotował ucztę, zaprasza na nią wielu, czyli wszystkich. W pierwszej kolejności zwraca się do tych, których zna i uważa za przyjaciół. Ale oni się wymigują, nie chcą przyjść. Widać nie tacy z nich przyjaciele, jak myślał. (Łk 14,15-24). Wtedy się wścieka. Normalne. Wykosztowałeś się, napracowałeś się, zaangażowałeś wiele osób do pomocy, cieszyłeś się na myśl o spotkaniu z bliskimi ci ludźmi, a twoim podobno-przyjaciołom się nie chce. Dalej już nie jest normalnie. Bo kto z nas wystawiony do wiatru przez najbliższych zwróciłby się do obcych, innych, którzy na co dzień pozostają poza orbitą naszych relacji? Zaprosiłby do domu pierwszych lepszych napotkanych na ulicy? Jasne, kultura się zmieniła. Nasze czasy różnią się od tych biblijnych. Ale uwaga. Także wtedy, dwa tysiące lat temu, pomysł zapraszania do domu włóczęgów, żebraków, chorych i innych społecznych wyrzutków był niedorzeczny.

Jaka więc jest właściwie wymowa tego tekstu? Jakiego Boga w nim spotykamy?

Ja spotykam takiego, który się poniża, zupełnie odsłania, ogałaca, który ignoruje społeczne konwenanse i nie boi się spotkania z drugim człowiekiem. Nie brzydzi się, nawet, jeśli ten drugi jest bezdomny, jakoś fizycznie niedoskonały, niedomyty, a może i nie całkiem trzeźwy. Spotykam takiego Boga, który nie zatrzymuje człowieka w progu, żeby zapytać, czy chodził co niedzielę do kościoła, nie pyta, czy sypiał z kimś innym niż własna żona, nie pyta, czy kiedyś ukradł bułkę, nie pyta, czy chodził na filmy Smarzowskiego, nie pyta nawet, czy zdarzyło mu się wątpić w Jego istnienie. Przyjmuje każdego, jeśli tylko chce przyjść.

Nie spotkałam zbyt wielu ludzi, którzy potrafiliby podobnie.

 

Ps.

Żeby nie było – nie namawiam do niechodzenia do kościoła, sypiania z kim popadnie i łamania innych przykazań. Ufam, że to jest jasne.