Ta galeria zawiera 1 zdjęcie.
Kiedyś moja siostra oglądając jedną z moich ikon powiedziała, że najbardziej podobają jej się skrzydła aniołów. Stąd wziął się pomysł, …
10 wtorek kwi 2018
Posted in Ikony
Ta galeria zawiera 1 zdjęcie.
Kiedyś moja siostra oglądając jedną z moich ikon powiedziała, że najbardziej podobają jej się skrzydła aniołów. Stąd wziął się pomysł, …
10 wtorek kwi 2018
Posted in Ikony
Ta galeria zawiera 1 zdjęcie.
Powstała w wolnej chwili. Bardzo lubię przedstawienie Deesis, które zwykle znajduje się pośrodku ikonostasu, nad carskimi wrotami i nad sceną …
10 wtorek kwi 2018
Posted in Ikony
Ta galeria zawiera 1 zdjęcie.
Trafił w ręce 10-letniego Antoniego z okazji Pierwszej Komunii Świętej. Podobał się, choć Antoś skomentował, że złota mało… Ale jaka …
10 wtorek kwi 2018
Posted in Ikony
Ta galeria zawiera 1 zdjęcie.
Prezent ślubny dla dwojga muzyków. Malować świętą Cecylię na prezent ślubny dla dwojga muzyków – chyba trudno o większą łaskę!
05 czwartek kwi 2018
Posted in Po-Słowie
Pan rzekł do Mojżesza: «Czemu głośno wołasz do Mnie? Powiedz Izraelitom, niech ruszają w drogę. Ty zaś podnieś swą laskę i wyciągnij rękę nad morze i rozdziel je na dwoje, a wejdą Izraelici w środek na suchą ziemię. Ja natomiast uczynię upartymi serca Egipcjan, że pójdą za nimi. Wtedy okażę moją potęgę wobec faraona, całego wojska jego, rydwanów i wszystkich jego jeźdźców. A gdy okażę moją potęgę wobec faraona, jego rydwanów i jeźdźców, wtedy poznają Egipcjanie, że ja jestem Pan». (Wj, 14, 15-18)
Dalej jest opowieść o tym, jak Izraelici przechodzą suchą stopą przez Morze Czerwone, a Egipcjanie giną w jego wodach.
Czytałam ten fragment podczas liturgii Wigilii Paschalnej, stąd ta refleksja.
No, dalej, niech ruszają w drogę! Czemu tak krzyczysz? Każ im iść! A Ty sam podnieś rękę i rozdziel wody morza.
Proste, nie?
W sumie, nie bardzo. Izraelici wyszli z Egiptu i nagle zatrzymali się, bo doszli do morza. Przed nimi morze, za nimi ścigający ich Egipcjanie. Patowa sytuacja. Dlatego Mojżesz wołał do Pana. „I co teraz? Co dalej? Panie, ratuj!”.
– Dlaczego tak krzyczysz? Kazałem wam iść, a wy się zatrzymujecie. Dlaczego?
– Ale, Panie, morze przed nami! Jak mamy iść dalej?
– Morze? No to wyciągnij rękę i rozdziel je, żebyście mogli przejść.
– ??
Zdarza się w życiu wiary, i to chyba dość często, że zatrzymujemy się, bo docieramy do miejsca, z którego – jak nam się wydaje – nie ma bezpiecznego wyjścia. Zdaje nam się nawet, że pobłądziliśmy. Docieramy nad przepaść. Doprowadzają nas tam nasze wątpliwości, nasze pytania, nasze poszukiwanie Boga, próba zrozumienia Go. Tymczasem próba ogarnięcia Boga rozumem nie udaje się. Jeśli naprawdę będziesz próbował pojąć Boga, dotrzesz nad przepaść. Możliwe, że wiele razy.
Jak to się dzieje? Zwykle chyba na drodze pytań, jakie stawiasz. Żywa wiara stawia sporo pytań. Na przykład, co to znaczy oddzielić grzech od grzesznika? Pismo Święte mówi „nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni” (Mt 7, 1). A przecież wszyscy grzeszymy. Jak więc nie osądzać? Można z tym pytaniem długo chodzić i próbować rzecz zrozumieć. Prawdziwe zrozumienie przyjdzie jednak wraz z łaską. Prawdziwe zrozumienie nie jest tylko efektem określonego procesu myślowego. Odpowiedź na takie pytanie, jeśli przychodzi wraz z łaską, przemienia człowieka, nie tylko rozum, ale i serce. Taka przemieniająca odpowiedź może przyjść, jeśli zrobisz krok w stronę przepaści, jeśli zdobędziesz się na to, żeby przekroczyć siebie, zaufać i zrobić krok w nieznane, zostawiając za sobą wydedukowane rozumowo odpowiedzi. Jeśli będziesz czekał na to, co ci powie sam Bóg. A On udzieli ci przemieniającej odpowiedzi na twoje pytania. Jakie będą te odpowiedzi? Zapewne inne, niż się spodziewasz. Poznawanie Boga to fascynująca przygoda, ale nie dla „grzecznych dziewczynek”. Droga, na której co i rusz stajesz nad przepaścią, droga, na której kwestionuje się twój ludzki sposób myślenia, wymaga hartu ducha. Wymaga wiary, przede wszystkim.
Jak wygląda życie z Panem Bogiem?
Kiedyś użyłam takiego obrazu, okazał się czytelny, więc się nim posłużę.
Kiedy stoisz na plaży nad brzegiem morza, widzisz przed sobą ogrom wód. Widzisz też linię horyzontu, która zdaje się wyznaczać koniec morza. Jeśli wejdziesz do wody, okaże się, że linia horyzontu rozciągnęła się jeszcze szerzej i morze sprawia wrażenie większego, niż było to widać z brzegu. Im głębiej wchodzisz, tym morze wydaje się większe i głębsze, niż widzą to ci, którzy pozostali na plaży. Wchodzisz jeszcze głębiej i w pewnej chwili czujesz, że dno zaczyna umykać ci spod stóp.
Podobnie jest w życiu duchowym. Przychodzi moment, kiedy klepanie paciorków przestaje wystarczać. Chcesz więcej. Wiara przestaje być zwyczajem przekazanym przez rodzinę, a staje się osobistą decyzją. Wtedy Pan Bóg zaczyna pozwalać ci się poznawać, zaczyna się przed tobą odsłaniać. Jeśli chcesz Go poznać, musisz pozwolić, żeby runęło wiele twoich wyobrażeń na Jego temat, musisz pozwolić się poprowadzić, pozwolić sobie na to, żeby stracić grunt pod nogami. W kompletnej bezsilności, ale z wielką ufnością powierzasz się Bogu.
Nie bój się?
Ależ bój się! Masz prawo się bać. Znalazłeś się nad przepaścią, w miejscu, w którym żąda się od ciebie, żebyś oddał całkowicie swoją własną wolę i zawierzył Temu, co cię ku sobie pociąga. Żebyś zakwestionował wszystko, co o Bogu do tej pory wiedziałeś i – dla odmiany – mniej o Nim myślał, a po prostu poszedł za Nim. W sumie nie wiesz, co cię tam u Jego boku czeka. Gdybyś w takiej sytuacji nie odczuwał lęku, nie byłaby to prawdziwa przepaść. Bój się.
Ale przekrocz ten lęk. Zrób krok do przodu, w to, co wydaje się przepaścią. Wyciągnij rękę i pozwól, by Pan Bóg rozdzielił morze przed tobą.
03 wtorek kwi 2018
Posted in Ikony
Ta galeria zawiera 1 zdjęcie.
Święta Rita Moja mama jest szczególnie związana ze Świętą Ritą i to ona poprosiła mnie o tę ikonę. Rita spłatała …
03 wtorek kwi 2018
Posted in Ikony
Ta galeria zawiera 1 zdjęcie.
Święty Jacek Dominikanin, więc malowałam go z radością. Koleżanka zamówiła dla swojego męża na okrągłą rocznicę urodzin.
03 wtorek kwi 2018
Posted in Ikony
Ta galeria zawiera 1 zdjęcie.
Matka Boża Korsuńska Trafiła w ręce mojej przyjaciółki, jako urodzinowy prezent. Wisi na ścianie w reprezentacyjnym miejscu w salonie. Czasem …
03 wtorek kwi 2018
Posted in Ikony
Ta galeria zawiera 1 zdjęcie.
Św. Dominik Powstał jako jedna z pierwszych moich ikon. Dużo zawdzięczam jego dzisiejszym braciom, stąd ta sympatia do Ojca Dominika.
26 poniedziałek mar 2018
Posted in Po-Słowie
A oto zasłona przybytku rozdarła się na dwoje z góry na dół; ziemia zadrżała i skały zaczęły pękać. Groby się otworzyły i wiele ciał Świętych, którzy umarli, powstało. I wyszedłszy z grobów po Jego zmartwychwstaniu, weszli oni do Miasta Świętego i ukazali się wielu. (Mt 27, 51-53)
W chwili, gdy Jezus umiera na krzyżu, zasłona w świątyni jerozolimskiej rozdziera się z góry na dół. Nie tak łatwo było rozedrzeć tę zasłonę. Była mocnym suknem, ciężka, gęsto tkana, bogato zdobiona. Przedstawiono na niej niebo. Tradycja mówi, że żydowscy kapłani wybrali siedem dziewic z pokolenia Dawida, by utkały to sukno. Wśród nich miała być Maria, późniejsza Matka Jezusa. Podobno to właśnie przy tkaniu świątynnej zasłony zastał Marię Archanioł Gabriel, kiedy pojawił się, by oznajmić jej, że urodzi dziecko, które pocznie się bez udziału mężczyzny, a będzie Synem Najwyższego. Piękna, ciężka tkanina, której funkcją było oddzielać. Oddzielać to co święte, od tego co nie bardzo święte.
Zasłona oddzielała część świątyni nazywaną „Święte Świętych”. Pomieszczenie bez okien, o powierzchni ok. 120 metrów kwadratowych, w którym kiedyś przechowywano Arkę Przymierza z tablicami Dekalogu. Pamięć narodu o przymierzu, jakie zawarł z nim Bóg. W czasach ziemskiego życia Jezusa Arki nie ma już w świątyni. Ale jest zasłona, która nadal oddziela Święte Świętych. Miejsce, do którego nikt nie mógł wejść, nikt z wyjątkiem arcykapłana, a nawet on mógł to uczynić tylko jeden raz w roku. Wchodził tam w święto Jom Kipur, żeby złożyć ofiarę kadzenia. Miejsce okryte grubą warstwą kurzu, ciemne, samotne. Miejsce przeznaczone na mieszkanie dla Boga.
To oddzielenie Miejsca Najświętszego nabiera jeszcze mocniejszego wydźwięku, jeśli się pamięta, jak była zbudowana świątynia w Jerozolimie. Najpierw plac otaczający ze wszystkich stron samą świątynię, zwany dziedzińcem pogan, ponieważ wolno tam było wchodzić wszystkim – wierzącym i niewierzącym, kobietom i mężczyznom. To jest właśnie to miejsce, gdzie Jezus wpada w szał i rozpędza handlarzy sprzedających zwierzęta ofiarne. Pośrodku placu stoi Przybytek. Ale żeby się do niego dostać, trzeba jeszcze pokonać trzy kolejne tarasy. Pierwszy, ten najbardziej oddalony od samego Przybytku, to dziedziniec kobiet. Tam mogą wchodzić już tylko Żydzi – mężczyźni i kobiety. Kolejny taras jest już tylko dla żydowskich mężczyzn, kobiety pozostają piętro niżej. Dalej wchodzą wyłącznie kapłani, bo na kolejnym tarasie znajduje się ołtarz ofiarny, na którym zarzynają zwierzęta. Za nami dziedziniec pogan i trzy kolejne piętra, a świątynia dopiero przed nami. Przybytek, Miejsce Święte, do którego wolno było wejść tylko kapłanom. A jeszcze dalej, za zasłoną, Święte Świętych – przestrzeń, w której mieszka Bóg, dostępna raz w roku wyłącznie dla arcykapłana, oddzielona zasłoną nawet od samej świątyni. Ileż człowiek wybudował pięter, schodów i murów separujących go od Boga!
I to właśnie ta zasłona rozdziera się w chwili śmierci Jezusa na krzyżu. Bóg ma już dość odizolowania! Tak długo czekał, by otwarto do Niego drogę! Zasłona, potężny znak oddzielenia runął, ponieważ Bóg jest Emmanuelem – Bogiem z nami i chce być rzeczywiście blisko człowieka. Stało się to możliwe, bo wśród ludzi znalazł się jeden, który uwierzył Bogu naprawdę, zrozumiał i ukochał jak On. Ukochał człowieka jak tylko Bóg może ukochać, bezwarunkowo i bezgranicznie. Tak bardzo, że pozwolił się skatować i zamordować tym, którzy myśleli inaczej, tym którzy nie uwierzyli, że są naprawdę kochani, tym, którzy odizolowali Boga od człowieka, żeby człowiek swą nieczystością Boga przypadkiem nie skalał. Nie uwierzyli, że Bóg nie potrzebuje dziesiątek ton zabijanych zwierząt i hektolitrów ich krwi, ale chce być po prostu kochany. Nic więcej. A nie da się kochać przez mur. Do tego trzeba być blisko.
Świątynna zasłona przedstawiająca niebo rozdarła się. Niebo jest otwarte! Naprawdę, nie budujmy kolejnych murów, które miałyby nas „nieświętych” od Boga oddzielić. Nie budujmy, bo nie potrzebujemy tego robić. On tego nie chce. Jesteśmy święci dopóki jesteśmy blisko Boga. Każdy mur nas od Niego oddala, na każdym z tych murów tracimy cząstkę naszej świętości. Sami sobie to robimy nie wierząc, że jesteśmy kochani takimi, jakimi jesteśmy. A jeszcze łatwiej niż sobie samym przychodzi nam robić to drugiemu – tak łatwo jest powiedzieć, żeby trzymał się z daleka, bo niegodzien się zbliżyć. Ty zły, niedobry, grzeszniku.
Trudno nam przychodzi uwierzyć Bogu. To brak wiary w to, że nas kocha oddala nas od Niego. Wymagamy od siebie dużo więcej, niż On sam od nas oczekuje. Nakładamy na siebie ciężary, których nie jesteśmy w stanie unieść. Uważamy się wciąż za zbyt mało doskonałych, jeszcze z tyloma wadami, z tyloma grzechami, jeszcze tak bardzo nieidealni. A kto ci powiedział, że masz być idealny, perfekcyjny? Cóż to w ogólne znaczy: idealny? Powiedziano ci, że masz być jak Bóg. A Bóg to żyjąca Miłość.
Uwierzyć, że jest się ukochanym i odwzajemnić to ukochanie. Uwierzyć, że niebo jest otwarte i śmiało pójść w jego stronę. Tylko tyle. Aż tyle.
