Za nami piąta niedziela Wielkiego Postu. Zasłoniliśmy krzyże, ponieważ wydarzenie Męki Chrystusa dopiero przed nami. Zasłonięte krzyże w kościołach (ale również w domach) mają nas przebudzić, zwrócić naszą uwagę na to, że dzieje się coś ważnego, że do wydarzeń Wielkiej Nocy już naprawdę niedaleko. Jeśli nasz wzrok przyzwyczaił się do widoku krzyża z postacią Chrystusa, to teraz tego Chrystusa nie widać, został odebrany naszym oczom i będzie przywrócony dopiero podczas Wielkopiątkowej Liturgii Męki Pańskiej. Wtedy, kiedy już przejdziemy wraz z Nim drogę na Golgotę i będziemy świadkami Jego ukrzyżowania. Dopiero wtedy, gdy zostanie ukrzyżowany, odsłonimy krzyże, żeby zobaczyć na nich naszego Pana. Do tego czasu mamy za Nim zatęsknić. Ten brak ma nami wstrząsnąć.

Jeśli od Środy Popielcowej nie udało nam się zbliżyć do Boga, do czego okazją jest Wielki Post, to właśnie jest na to ostatni dzwonek. Kaznodzieje zachęcają do podjęcia pracy nad sobą, do zrobienia rachunku sumienia, do przystąpienia do spowiedzi, do podjęcia jakichś wyrzeczeń, dzieł miłosierdzia… Słyszałam ostatnio kazanie, w którym ksiądz przypominał przedsoborowe rozumienie Wielkiego Postu i jego podział na czas pokutny i czas pasyjny, oba rozdzielone właśnie piątą niedzielą. Część pierwsza, pokutna, miałaby być czasem, w którym zwracamy nasze oczy na nas samych, po to, by rozeznać co jest w naszym życiu poplątane i grzeszne. Część druga dopiero, wraz z zasłonięciem krzyży miałaby nas wprowadzać w rozważanie samej już Męki Pańskiej. To wszystko jest cenne i ważne, ale czasem mam wrażenie, że jest zachęcaniem, czy może nawet przymuszaniem do podejmowania czynów, których sensu nie rozumiemy. I pewnie właśnie dlatego, tak trudno przychodzi nam te „wielkopostne ćwiczenia” realizować.

Może więc najpierw spróbować zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi? Po co to wszystko? Dlaczego powinniśmy pościć (post to nie tylko ograniczenie jedzenia)? Dlaczego Kościół zachęca nas do wzmożonej modlitwy? Dlaczego poucza, by dawać jałmużnę (szkoda, że rzadko mówi się o tym, że modlitwa bez jałmużny to czasami puste słowa)?

Nie udzielam odpowiedzi. Zachęcam raczej do tego, by je samodzielnie odnaleźć. Jest jeszcze trochę wielkopostnego czasu. Polecam do tych poszukiwań towarzystwo proroka Izajasza. Zwłaszcza jego bardzo znane słowa:

 

«Drogę dla Pana

przygotujcie na pustyni,

wyrównajcie na pustkowiu

gościniec naszemu Bogu!

Niech się podniosą wszystkie doliny,

a wszystkie góry i wzgórza obniżą;

równiną niechaj się staną urwiska,

a strome zbocza niziną gładką.

Wtedy się chwała Pańska objawi,

razem ją wszelkie ciało zobaczy,

bo usta Pańskie to powiedziały». (Iz 40, 3 -5)

 

 

Na czym miałoby polegać to wyrównywanie gościńców?

Ano na tym, żeby z nich wszystko uprzątnąć. Wszystkie nasze wysiłki, postanowienia, których nie potrafimy zrealizować, obietnice, których nie jesteśmy w stanie dotrzymać. Całe to nasze napinanie się, by być innymi niż jesteśmy, bo dopiero wtedy będziemy mogli podobać się Bogu, bo dopiero wtedy będzie z nas zadowolony.

Spróbuj inaczej. Odpuść sobie własne wysiłki, nie rób wyszukanych postanowień poprawy, w ogóle niczego Bogu nie obiecuj. Przygotuj drogę dla Pana. Niech będzie pusta i prosta, żeby mógł do ciebie łatwo przyjść. Żeby nie musiał się przebijać przez to wszystko, co ty sam próbujesz ze swoim życiem zrobić. Po prostu przyjdź do Niego, siądź i pozwól Mu zrobić z twoim życiem, co zechce.

Może wtedy zrozumiesz dlaczego niektórzy na 40 dni przed Wielką Nocą życzą sobie wzajemnie radosnego Wielkiego Postu.