
W jednej z relacji z obrad Synodu o młodzieży przeczytałam, że niektórzy biskupi nie godzą się, by na Synodzie używać określenia LGBT, ponieważ – jak twierdzą – oznacza ono określoną ideologię polityczną. Zaproponowali, by w zamian używać określenia: „osoby zainteresowane osobami tej samej płci”. Myślałam, że ten spór mamy już w Kościele za sobą. Naprawdę ktoś jeszcze rozumie język, jakim posługują się niektórzy kościelni hierarchowie?
Kiedyś znajomy zapytał mnie, dlaczego on ma się zwracać do kogoś per ksiądz? Znajomy jest niewierzący i z jego punktu widzenia, nazywanie kogoś księdzem czy biskupem jest również wyrazem określonej ideologii…
Gdyby zwrócić się do geja per: „osobo zainteresowana osobami tej samej płci” podejrzewam, że najpierw długo by myślał, o co właściwie chodzi, a potem pewnie by sobie poszedł.
Ojcowie synodalni, sformułujecie na Synodzie nową naukę Kościoła o osobach zainteresowanych osobami tej samej płci? Lesbijki i geje mogą się nie zorientować, że to o nich chodzi.
Z innej z kolei relacji prasowej wynikało, że uczestnicy Synodu obawiali się postulatów ze strony młodzieży, by zmienić kościelne nauczanie zawarte w Encyklice Humanae Vitae Pawła VI. Okazało się jednak, że takie postulaty się nie pojawiły, a na pewno nie stały się dominujące. Humanae Vitae z 1968 roku formułuje m.in. zakaz używania środków antykoncepcyjnych. Czy nie jest tak, że młodzieży obecnej na Synodzie w Rzymie ta sprawa już nie interesuje? Jeszcze kilka, kilkanaście lat temu pewnie warto byłoby o tym rozmawiać. Tymczasem dorosło pokolenie, dla którego pigułka antykoncepcyjna czy prezerwatywa są oczywistością. Kościół dramatycznie rozminął się z rzeczywistością w temacie regulacji poczęć.
Trochę podobne mam odczucia, gdy pojawia się w relacjach synodalnych tzw. kwestia kobieca. Naprawdę nie chcę być przedmiotem dyskusji o roli kobiety w Kościele. Ja w tym Kościele jestem po prostu człowiekiem. Nie chcę, aby opisywano moją role i tworzono jakąś nową teologię kobiety (chciałabym natomiast usłyszeć, że dotychczasowa jest niepełna). Owszem, biskupi powinni znać potrzeby, frustracje i radości współczesnych kobiet. Najlepiej z doświadczenia, tzn. z bezpośrednich kontaktów z kobietami. Podobnie zresztą, jeśli chodzi o mężczyzn. Ich problemy życia codziennego biskupi też powinni znać. Toż to wszystko owce, które w biskupie mają mieć swojego pasterza. A dobry pasterz zna swoje owce.
Na koniec podzielę się refleksją nieco bardziej ogólnej natury. Otóż wydaje mi się, że Kościół zbyt drobiazgowo chce zajmować się wszystkim. Mam wrażenie, że chciałby jasno mówić mi, co i jak mam myśleć niemal w każdej sprawie – właściwie to nie wiem, czy wtedy można jeszcze mówić o myśleniu. Znam ludzi, którzy w obliczu wątpliwości zwyczajnie pytają księdza, co mówi Kościół w tej sprawie i co oni mają zrobić. A potem robią, co im ksiądz powiedział. Nie mnie oceniać, czy to jest lepsze od samodzielnego myślenia. Zapytam natomiast, jak to się ma do osobistego sumienia, w zgodzie z którym przecież osoba wierząca powinna dokonywać w swoim życiu wyborów? A co, jeśli wierzący nie używa sumienia? Powstało w naszym Kościele tyle przepisów, nakazów i zakazów, że chyba prześcignęliśmy już Izraelitów z ich Prawem mojżeszowym. Ta ilość szczegółowego nauczania siłą rzeczy sprawia, że sięgamy po gotową odpowiedź, zamiast samemu pomyśleć. Zatraciliśmy umiejętność rozeznawania (nie, nie przypadkiem używam tego słowa). Katolicyzm stał się za bardzo legalistyczny, a za mało ewangeliczny.
Nauczanie w kwestiach szczegółowych wymaga niekiedy korekty – rozwój nauki i szerzej – cywilizacji w ogóle – sprawia, że Kościół koryguje swój stosunek do niewolnictwa, do ludzi innych wyznań, koryguje nauczanie o kobietach, o małżeństwie. Czasem przy okazji przeprasza za swoje wcześniejsze postępowanie. Tak jak przepraszał za dyskryminację kobiet, za niechęć wobec Żydów, za odmawianie wolności wyznawania wiary innej niż katolicka. Tak jak pewnie kiedyś przeprosi osoby homoseksualne. Tak jak musiałby przeprosić miliony kobiet, gdyby zdecydował się jednak skorygować restrykcyjną Encyklikę Humanae Vitae. Dzisiaj czytam w relacji z trwającego w Rzymie Synodu, że biskup Paolo Bizzeti mówi: „Jako rodzina ludzka, ale też jako Kościół musimy poprosić młodzież o wybaczenie. Stworzyliśmy bowiem świat, w którym trudno jej żyć”.
Cóż.
Jak to się stało, że wspólnota, która powinna kształtować oblicze świata, również moralne oblicze świata, została za tym światem daleko w tyle i z ledwością próbuje za nim nadążyć? Tak było na przykład z równouprawnieniem kobiet. To świecki świat pokazał Kościołowi, że kobieta jest równa mężczyźnie i przyznał jej m.in. prawo głosu w wyborach (Polki uzyskały je jako jedne z pierwszych w 1918 roku), podczas gdy Kościół jeszcze w 1930 roku potępiał emancypację kobiet (Casti Connubii Piusa XI).
Może trzeba by zrezygnować z tak jurydycznego formułowania nauczania i wrócić do formy bardziej ewangelicznej? Kształtować sumienia, a nie je wyręczać? Nie mnożyć przepisów, tylko uczyć kochać? Zresztą, nie jest to jakiś odkrywczy pomysł. To samo podpowiadał już sobór watykański II zwracając się silnie ku Pismu Świętemu i nauczaniu Ojców Kościoła, kierunkując się w pierwszym rzędzie na potrzeby duszpasterskie, a nie dogmatyczne. Na to samo wskazuje nieustannie papież Franciszek (jego słynne „rozeznawanie”, jego adhortacja o powołaniu do świętości Gaudete et exsultate).
Powinniśmy postawić rzeczywiście na pierwszym miejscu przykazanie, o którym sam Jezus powiedział, że nie ma większego nad nie:
«Pierwsze jest: Słuchaj, Izraelu, Pan Bóg nasz, Pan jest jeden. Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. Drugie jest to: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Nie ma innego przykazania większego od tych». (Mk 12, 29-31)

Brniemy w tysiące szczegółowych zakazów i nakazów. Towarzyszy temu jeszcze dążenie do tego, żeby było jedno i wspólne dla wszystkich: w Europie, w Azji…
Nie sądzę, żeby powstał dokument mówiący: od dziś można używać kondomów, ale taki, który mówi: wybierać to, co służy miłości – to już tak.
To jest działanie Franciszka – modlić się, słuchać (trzy minuty ciszy na synodzie!).
O tym mówią jego dokumenty, o tym było Amoris Laetitia. Ci, którzy pytali: to można, czy nie można udzielać komunii rozwodnikom – ewidentnie zapomnieli, czym jest nawracanie się.
O tym był sierpniowy list do ludu Bożego.
Tylko dlaczego lud Boży nie słyszy?
Pytanie tylko, czy poszkodowany zechce przyjąć takie przeprosiny opóźnione o dziesiątki czy setki lat. I skąd wiadomo, że zmiana zdania po 2000 lat tkwienia w jakimś błędzie jest szczera?
Papież Franciszek jest wspaniałym człowiekiem, ale zarządza instytucją, która ma zbyt wiele za uszami, by być wiarygodną.
Pozdrawiam.
„Tymczasem dorosło pokolenie, dla którego pigułka antykoncepcyjna czy prezerwatywa są oczywistością. Kościół dramatycznie rozminął się z rzeczywistością w temacie regulacji poczęć.”
Rozumiem, że autor /autorka tego wpisu nie należy do Kościoła Katolickiego, skoro wyraża się w taki sposób o nauczaniu papieskim (Pawła VI, potwierdzonym przez Jana Pawła II)?
W takiej sytuacji chyba warto byłoby rzetelnie o tym czytelników informować.
Czy autorka tego bloga to Zuzanna Radzik – teolożka, publicystka Tygodnika Powszechnego zajmująca się teologią feministyczną? Bo nie mogę znaleźć. Znalazłam tylko bardzo piękną modlitwę o pokorze…W każdym bądz razie sięgając do nauczania Pana Jezusa, autorka wybrała to co najważniejsze czyli miłość do Boga i ludzi.
Autorka jednak kłamie, pisząc, że to świat nauczył Kościół feminizmu. Kościół to Pan Jezus i jego apostołowie. Rewolucyjne nauczanie „Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie” to nauczanie chrześcijańskie. Nie mówiąc już o stworzeniu świata, gdzie opisane jest stworzenie przez Boga dwóch różnych płci równych sobie, na Jego obraz i podobieństwo ” na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę”. Poza tym proszę spojrzeć na cześć jaką Kościół oddaje matce Boga, Maryi. Fakt, jest opisana jako osoba cicha i pokorna, co jak się domyślam może bardzo razić, przeszkadzać i nie być przykładem do naśladowania dla takiej współczesnej nowoczesnej feministki. Jednak jak Maryja sama zdradza w obiawieniach ( lub apokalipsa św. Jana) to na koniec czasów jej „niepokalane serce zwycięży”.
Autorka próbuje również rozmydlić naukę Kościoła co do homoseksualizmu, oczywiście tylko po to by dostosować ją do świata. Pragnę zauważyć, jak świat długi i szeroki, homoseksualizm był zawsze. Niektóre cwilizacje starożytne wiec wychwalały seks homo nad wszystkie inne, gdyż kobieta była niższą istotą od mężczyzny, poza tym miała okres i zachodziła w ciąże, co było dla nowoczesnych (w tamtym czasie) i światłych panseksualistów obrzydliwością, kłopotem i niepotrzebną odpowiedzialnością. Także więc orgie wszelkiego rodzaju z obojętnie jaką płcią (preferencja homo) , dziećmi czy zwierzętami były na porzątku dziennym. W bibli są opisy np. tego jak Bóg kazał zgładzić Jozuemu całe plemienia i narody. Takie okrucieństwo trudno zrozumieć. Niektórzy naukowcy twierdzą, że społeczeństwa te były tak zdegenerowane , że łatwiej było je zmieść z powierzchni ziemi niż nawrócić. W starym testamencie sa dwa takie wstrząsające opisy, gdzie gość przychodził na dany teren i został przyjęty na noc do domu prawego człowieka. Ludzie miejscowi przyszli do gospodarza by wydał im gości, mężczyzn , by mogli się z nimi zabawić. W pierwszym przypadku mężczyzna uchronił siebie, ale wydał na gwałt zbiorowy i śmierć, swoją żonę. W konsekwencji całe to plemię Benjamina zostało wyrżnięte. Drugi przypadek to opis zniszczenia Sodomy i Gomory. Tutaj gospodarz domu zaproponował zboczeńcom nawet swoją córkę dziewicę, żeby ochronić gościa. Te opowieści są zatrwarzające. Pokazują nie tylko niezrozumiałe dla współczesnego człowieka okrucieństwo , ale też poziom zepsucia społeczeństw i niską wartość kobiety. Każdorazowo konsekwencją jest zagłada całego społeczeństwa. Nowy testament. Świat Rzymian w pierwszym stuleciu był pełen seksu, rozwiązłości, gwałtów i nadużyć. I to jest to, o czym pisze św. Paweł. „Podobnie też i mężczyźni, porzuciwszy normalne współżycie z kobietą, zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd i na samych sobie ponosząc zapłatę należną za zboczenie” . Nie muszę nadmieniać, że wszystkie te cywilizacje, gdzie promuje się homoseksualuzm to cywilizacje, śmierci, wszystkie upadły. Wsrod wielu grzechów, jest w bibli napisane czarno na białym bez rozmydleń, że mężczyźni współżyjący z innymi mężczyznami nie wejdą do Królestwa Bożego, jest to grzech. Nie może więc i dzisiaj Kościół „dostosowywać się do świata” .
Jestem feministką. Ale z pewnością nie taką jak pani. Zgodnie z nauczaniem kościoła uważam, że aborcja, antykoncepcja to grzech. Jako kobieta mam prawo do własnego ciała, w tym własnego cyklu menstruacyjnego, do tego, żeby czasem gorzej się poczuć. Mam prawo do miłości i czułości oraz do tego, żeby kochać się kiedy chcę . Nie jestem zwierzęciem, żeby aplikować sobie tabletki antykoncepcyjne latami, za wygodą mężczyzny. Mam wiedzę o swym cyklu, dniach płodnych i niepłodnych i wiem jakie są konsekwencje współżycia w jakim dniu. Mało tego, nawet w Indiach, kobiety, które nie umiały czytac, po przeszkoleniu nauczyły się kontrolować swoje cykle. Prezerwatywy. Prezerwatywy nie zabezpieczają przed chorobami przenoszonymi drogą plciowa. Prosze mi powiedzieć, czy według feministki, mężczyzną z Afryki powinno rozdawać się prezerwatywy , czy powinno się gałganom uzmysłowić, żeby nie zdradzali żon? Czyli dla kobiety lepiej współżyć z prezerwatywą, czy mieć wiernego męża? Oczywiście seks uznaję tylko w małżeństwie. Tak jak Kościół, ale pani pewnie powie, że to trzeba zmienić i dostosowac do dzisiejszego świata. I tak znam wszystkie metody zapobiegania ciąży , które tak naprawdę są tylko kolejnymi wynalazkami mężczyzn by nie brać odpowiedzialności wiec z feminizmem nie mają nic wspólnego. Mam dwoje planowanych dzieci i jestem szczęśliwa.
Proszę przestać mówić, że Kościół ma się dostosować do dzisiejszego świata, bo jedynie do czego ma się dostosować to do Boga, kochać go z całego serca, sił i umysłu. Dlatego musi słuchać jego nauki z Bibli, nauczania świetych, Kościoła.
Pani Olu,
autorka tego bloga to nie Zuzanna Radzik. Chociaż ta Pani pomyłka jest sympatyczna. Co do Pani komentarza. Zarzuciła mi Pani, że kłamię, kiedy piszę, że to świecki świat pokazał Kościołowi, że kobieta jest równa mężczyźnie i przyznał jej m.in. prawo głosu w wyborach (Polki uzyskały je jako jedne z pierwszych w 1918 roku), podczas gdy Kościół jeszcze w 1930 roku potępiał emancypację kobiet (Casti Connubii Piusa XI). Podaję dwa fakty: prawo wyborcze dla Polek i encyklikę Casti Connubii. W którym miejscu piszę nieprawdę?
Co do pozostałej części Pani komentarza, to muszę powiedzieć, że komentuje Pani sprawy, których ja w moim tekście w ogóle nie poruszam (np. treść nauki Kościoła co do homoseksualizmu). I wcale nie piszę, że Kościół ma się dostosować do dzisiejszego świata. Właśnie chodzi mi o zmianę logiki – nie ścigać się ze światem, tylko patrzeć na świat i ludzi bardziej ewangelicznie – z miłością po prostu. Nie zapominając jednak, że Pan Bóg dał nam również rozum, więc trzeba z niego korzystać i próbować dzisiejszy świat zrozumieć.
W niektórych sprawach się z Panią zgadzam, np. w kwestii wierności małżeńskiej. Bardzo bym chciała, żeby wszyscy mężowie i żony byli sobie wierni.
Cały Pani komentarz jest bardzo emocjonalny, co samo w sobie nie jest złe. Bardzo mnie cieszy, że są jeszcze ludzie, którzy chcą rozmawiać o swojej wierze.
Z tego tekstu ewidentnie można wywnioskować, że Autorka nie czyta ze zrozumieniem Pisma Świętego…
Pani nie szuka Prawdy Boga, którą On chce Pani i nam przekazać,
by nas uzdrawiać i uczyć Siebie, czyli pełnej miłości i szczęścia
a słucha Pani skrzętnie swoich emocji i interpretacji Boga
i tego, co myśli Pani, że Nim jest.
Kościół, jeśli przeprosi homoseksualistów za swoje nauczanie i
jeśli zaakceptuje antykoncepcję, to przestanie być Kościołem,
bo będzie sprzeczny z Pismem Świętym.
Za mało Pani wie o Kościele, żeby się o nim wypowiadać,
jeśli nie wie Pani o tak podstawowej rzeczy – że nauczanie Kościoła
musi być zgodne z Pismem Świętym.
Kościół potrzebny jest człowiekowi do słuchania Boga i to Jego Kościół ma słuchać przede wszystkim i ponad wszystko, a człowieka słuchać po to, żeby orędzie Boże przekazywać w sposób komunikatywny.
Życzę Pani, żeby wzbudziła Pani w sobie pragnienie szukania Prawdy – słuchania Pana
Boga, nawet jeśli miałoby to zburzyć Pani schematy myślenia i Pani dogmaty życia.
1. W dobie nad-produktywności narracji, wielu dzisiaj pisze o wszystkim. W dobie redukcjonizmów czyta się także to, co cię chce… Mnożenie przepisów? Żydowska halacha miałach ich ponad 600… Czy Pan Jezus, jakiś taki niekompatybilny z dzisiejszymi wypowiedziami dostojników Kościelnych, je negował? Nie. Krytykował formę ich głoszenie i obłudę. Negował te, które były czystym rytualizmem. O prawie zaś moralnym mówi: ” Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni”. Krytykując zaś uczonych w Piśmie wcale nie negował ich nauk: „Słuchajcie – mówił – ale uczynków nie naśladujcie”/
2. Trochę hermeneutyki i metodologii teologicznej by się przydało do większego zrozumienia. Dzisiaj wszyscy piszą o Kościele, ale niekoniecznie niestety kompetentnie… Kościół, owszem – zmieniał zdanie i gubił się, ale w kwestiach obyczajowych, społecznych (tu „Castii Connubi”). Korygował się też doktrynalnie, od początku zresztą, ale w tym, co było niepewne i niejasne. Nie zmieniał nigdy doktryny jasno wyłożonej w Słowie Bożym, albo wielokrotnie potwierdzanej a taką np. jest ocena praktyk homoseksualnych. Przepraszać może kiedyś będzie trzeba, ale za brak miłości, a nie stanowisko w ocenie etycznej. Głowy dziś w większości pozalewane mainstreamową papką, która urabiała na przełomie wieków, że to wrodzone i naturalne. Tymczasem żadne badania tego nie potwierdzają, co i z bólem, między wierszami, nawet tak niskie i poprawne politycznie źródło jak wikipedia przyznaje… Warto prześledzić losy, a właściwie prześladowanie, jakie spotkały książkę „Homoseksualizm. Przegląd światowych analiz i badań” (Wieczorek Beata). Krytyka wobec tego pogłębionego studium jest tak szybko pisana, że jej autorzy nie spostrzegli nawet, że ich obiekcje są podjęte w samym tekście. Polecam tymczasem konkluzje wybitnego polskiego genetyka prof. Paszewskiego: „Z badań biologicznych, psychologicznych, psychiatrycznych i socjologicznych,
zwłaszcza nad bliźniakami, wynika, że orientacja HS w znacznym stopniu
kształtowana jest przez czynniki środowiskowe prenatalne, jednak główną rolę
odgrywają czynniki postnatalne, które są losowe i przypadkowe. Tych czynników
wyodrębniono kilkadziesiąt. Wiedza przynajmniej o niektórych z nich
(np. uwiedzenie, pornografia gejowska) może w szeregu przypadków ułatwiać
unikanie wystawiania na ich wpływ osób, zwłaszcza w okresie dojrzewania, jeśli
formowaniu takiej orientacji chce się przeciwstawić” (Artykuł ” Przyczyny orientacji homoseksualnej – co wnoszą do wiedzy badania nad bliźniakami”).
3. Zamiast postulować przeprosiny warto nam wszystkim studiować. Nie tylko powszechnie dostępną papkę.
Panie Andrzeju,
613, zdaje się …
Sądzę, że myślimy bardzo podobnie. Jeśli przewiduję, że Kościół kiedyś przeprosi osoby homoseksualne, to właśnie za brak miłości. Nie wchodzę w rozważania na temat przyczyn takiej a nie innej orientacji seksualnej, ponieważ mam świadomość, że nie dysponujemy do dzisiaj jednoznaczną odpowiedzią w tej sprawie. Chodzi mi bardziej o zmianę sposobu patrzenia na drugiego człowieka – bez względu na to, czy jest homo-, hetero-, czarny, biały, katolik, czy ateista… Chodzi mi o to, żebyśmy nie wykluczali drugiego, nawet jeśli on jest grzesznikiem. Tak jakbyśmy sami grzesznikami nie byli. Dlatego, uważam, że trzeba większy nacisk kłaść na kształtowanie wrażliwości na drugiego człowieka, kształtować sumienia i uczyć praktykowania miłości bliźniego. Ludziom dość łatwo przychodzi przyswojenie sobie na pamięć listy przykazań, gorzej już jest z ich realizacją. A jak już znamy tę listę i wiemy, czego nie wolno, to łatwo przychodzi nam również wytykać błędy innym, osądzać innych. Tylko belki we własnym oku nie widzimy.
W dokumencie posynodalnym (na razie dostępny po polsku jedynie we fragmentach) odnośnie różnic i harmonii pomiędzy tożsamością mężczyzny i kobiety oraz orientacji seksualnych znalazło się „zapewnienie, że Bóg kocha każdego człowieka i tak samo czyni Kościół odnawiając swoje zobowiązanie do występowania przeciwko każdej formie dyskryminacji i przemocy bazującej na orientacji seksualnej”. Biskupi „ponownie podkreślają decydującą antropologiczną istotność różnic i wzajemności występującej pomiędzy mężczyznami i kobietami oraz uznają definiowanie osoby wyłącznie na podstawie jej orientacji seksualnej za spłycające”.
Bardzo mnie te słowa ucieszyły. Pozostaje przekuć je na codzienną praktykę w chrześcijańskim myśleniu i postępowaniu.