„Tak powiedział mi Pan: „Idź i kup sobie lniany pas, i włóż go sobie na biodra, ale nie kładź go do wody!” I kupiłem pas zgodnie z rozkazem Pańskim, i włożyłem go sobie na biodra. Po raz drugi otrzymałem polecenie Pańskie: „Weź pas, który kupiłeś, a który nosisz na biodrach, wstań i idź nad Eufrat, i schowaj go tam w rozpadlinie skały!” Poszedłem i ukryłem go nad Eufratem, jak mi rozkazał Pan. Po upływie wielu dni rzekł do mnie Pan: „Wstań i idź nad Eufrat, i zabierz stamtąd pas, który ci kazałem ukryć”. I poszedłem nad Eufrat, odszukałem i wyciągnąłem pas z miejsca,  w którym go ukryłem, a oto pas zbutwiał i nie nadawał się do niczego. I skierował Pan do mnie następujące słowo: „Tak mówi Pan: Tak oto zniszczę pychę Judy i bezgraniczną pychę Jerozolimy. Przewrotny ten naród odmawia posłuszeństwa moim słowom, postępując według swego zatwardziałego serca; ugania się za cudzymi bogami, by im służyć i oddawać cześć – niech więc się stanie jak ten pas, który nie nadaje się do niczego. Albowiem jak przylega pas do bioder mężczyzny, tak przygarnąłem do siebie cały dom Izraela i cały dom Judy – mówi Pan – by były moim narodem, moją sławą, moim zaszczytem i moją dumą. Ale oni Mnie nie słuchali”.   (Jr 13, 1-11)

Ciekawe są te słowa. Morał wydaje się być w miarę oczywisty, ukryty jest w końcówce tego tekstu. Pas, który przylega do bioder mężczyzny symbolizuje lud Boży – lud Boży, czyli tych, co przylgnęli do Boga, tak jak pas do bioder mężczyzny. Pas na biodrach nie niszczeje. Spełnia swoją funkcję. Również zdobi. Można nawet powiedzieć, że sam zyskuje, bo na biodrach prezentuje się dużo lepiej niż gdzieś w szafie. Zyskuje też człowiek, który go nosi, bo pas jest ozdobą, która podkreśla urodę.

Podobnie jest z człowiekiem. Ten, który jest blisko Boga staje się piękny. O niektórych świętych mówiono, że promieniowali wręcz przedziwnym blaskiem. Nie takie to znowu dziwne. Obecność Kochającego sprawia, że czujemy się bezpieczni, żyjemy bez lęku, pozwalamy sobie na bycie dobrymi bez oglądania się na to, co pomyślą inni. Pokój promieniuje z nas wtedy niemal jak światło.

Bóg przygarnia nas, byśmy byli Jego sławą, Jego zaszczytem i Jego dumą. Gdzieś głęboko w nas jest jednak mały hamulec, który nas przytrzymuje i nie pozwala w to uwierzyć. Prawdziwa wiara zaczyna się tam, gdzie zwolnisz ten hamulec.

Wtedy możliwe są takie rzeczy, o jakich opowiada Jeremiasz w początkowych słowach tego dzisiejszego fragmentu. Idź i kup sobie pas – mówi Pan. I Jeremiasz idzie i kupuje. Nie pyta, po co. Nie mówi, że to bez sensu. Idzie i kupuje. A potem zakłada go na biodra i nosi. Mija jakiś czas, pewnie więcej niż dzień czy dwa. Można by pomyśleć, że Pan Bóg już o tym pasie zupełnie zapomniał. A mimo to Jeremiasz nie pyta: po co to było? O co właściwie Panu Bogu chodziło? Po prostu chodzi z tym pasem na biodrach. Pewnego dnia Pan wraca jednak do tematu i mówi: idź nad rzekę i schowaj tam pas w rozpadlinie skały. I znowu Jeremiasz po prostu idzie i nie zadaje żadnych pytań. Zostawia pas nad rzeką.

Upłynęło wiele dni – mówi księga – zanim Bóg wrócił do tej sprawy. Ostatecznie okazało się, że jednak o coś Panu Bogu w tym wszystkim chodziło, cała ta historia zmierzała do ukazania jakiegoś sensu – tego sensu o pięknie człowieka żyjącego w jedności ze swym Stwórcą. Ale na początku Jeremiasz tego nie wiedział. Bez zadawania pytań po prostu robił, co mu Pan polecił. Może dlatego, że miał już niejakie doświadczenie w służbie Bogu. Nie pierwszy raz przecież usłyszał polecenie z pozoru absurdalne. Ale już przez to przechodził, wiedział, że Pan posługuje się nim, jak posłańcem, swoim narzędziem – i wiedział, że Mu na to pozwolił. Dlatego nie pyta o sens polecenia, po prostu je wykonuje.

Trudne? Jak cholera. Chociaż najbardziej chyba za pierwszym razem.